Jak dobrze tańczyć?

Co to w ogóle znaczy?

„Dobrze tańczyć” brzmi jak coś, co trzeba udowodnić. Lepsza technika, czystsze ruchy, więcej kontroli. Tylko że im bardziej próbujesz tańczyć „dobrze dla innych”, tym szybciej tracisz to, co w tańcu najważniejsze, czyli przyjemność, swobodę i autentyczność. Paradoks jest prosty. Najlepsi tancerze nie tańczą po to, żeby wyglądać dobrze, tylko po to, żeby coś poczuć. Kiedy naprawdę czujesz ruch, ciało samo zaczyna wyglądać lepiej.


To, co często nazywamy „dobrym tańcem”, nie zaczyna się w krokach, tylko w sposobie słuchania muzyki i reagowania na nią. Możesz znać wiele choreografii, mieć opanowaną technikę, a mimo to czuć pustkę w ruchu. Z drugiej strony ktoś, kto porusza się prosto, ale świadomie, potrafi przyciągnąć uwagę, bo jego taniec jest prawdziwy. Dlatego Twoim pierwszym krokiem powinno być zamienienie pytania. Zamiast „czy to dobrze wygląda?”, zacznij pytać „czy dobrze się w tym czuję?”. To przesunięcie uwagi sprawia, że przestajesz odtwarzać ruch, który widzisz, a zaczynasz go przeżywać i czuć w ciele zamiast w głowie. Warto też dodać „coś swojego”, tak żeby choreografia była na swój sposób Twoja. Nie sztuką jest zatańczyć to co pokazał instruktor, a przełożyć to na swój charakter. 


Muzyka i muzykalność

Bardzo pomaga powrót do samej muzyki. Zanim zaczniesz układać kroki, zatrzymaj się na chwilę i naprawdę posłuchaj. Zauważ rytm, tempo, wychwyć momenty akcentów, sprawdź, czy utwór jest ciężki, lekki, spokojny czy dynamiczny. Kiedy pozwalasz ciału reagować na dźwięk, ruch pojawia się naturalnie, bez wymuszania, bez napięcia, bez potrzeby „wymyślania”. Taniec nie zaczyna się w nogach, tylko w słuchaniu, w tym, jak odbierasz muzykę i jak bardzo pozwalasz jej na siebie wpływać. Postaraj się zaimprowizować, nawet jeśli Twoje ruchy „nie będą miały sensu”.


Lustro, mój przyjaciel czy wróg?

Kolejna rzecz, która zmienia jakość ruchu, to ograniczenie kontroli wizualnej. Lustro potrafi być pomocne, ale tylko wtedy, kiedy używasz go świadomie. Jest świetne, żeby ćwiczyć technikę lub dopracowywać figury, jednak jeśli patrzysz na siebie bez przerwy, zaczynasz oceniać każdy detal, ciało się napina, ruch traci płynność i lekkość. Warto od czasu do czasu odwrócić się od lustra, zatańczyć fragment z zamkniętymi oczami, albo po prostu skupić się na odczuciach zamiast obrazie. W takich momentach ciało zaczyna pracować bardziej intuicyjnie, a ruch staje się mniej kontrolowany i bardziej prawdziwy.

Zwróć uwagę na dopracowanie

Istotne jest też to, jak ćwiczysz. Zamiast powtarzać ruch dziesiątki razy mechanicznie, spróbuj wykonać go wolniej, uważniej, z większą świadomością. Zwróć uwagę na ciężar ciała, na to, gdzie zaczyna się ruch i gdzie się kończy, jak przechodzi z jednego miejsca w drugie. Często jedno świadome powtórzenie daje więcej niż seria wykonana bez czucia, bo ciało zapamiętuje jakość, a nie ilość. Łatwiej jest opanować kroki bez muzyki lub tylko przy liczeniu. To właśnie w takich momentach budujesz fundament, który później pozwala poruszać się swobodniej. Masz silną podstawę do tego, żeby nadać choreografii nowego wymiaru. 

Co z błędami?

Nie da się też dobrze tańczyć, jeśli nie ma w tym przestrzeni na błędy. Strach przed tym, że coś wyjdzie nie tak, bardzo skutecznie blokuje ruch, sprawia, że ciało staje się ostrożne, zachowawcze, zamknięte. A bez ryzyka nie ma ekspresji. Warto pozwolić sobie na momenty niedoskonałości, na ruchy, które są nieoczywiste, czasem nawet chaotyczne. To właśnie tam pojawia się coś własnego, coś, czego nie da się skopiować ani nauczyć wprost. Pamiętaj też, że od tego są zajęcia, na które przychodzisz, żeby się uczyć. Nie od razu Rzym zbudowano. Profesjonalni tancerze, czy Twoi instruktorzy, też niektórym figurom poświęcali masę czasu.

Improwizuj, to pomaga

Dobrym narzędziem do odzyskania swobody jest improwizacja, ale w uproszczonej formie. Nie chodzi o to, żeby od razu tworzyć skomplikowane sekwencje, tylko żeby uruchomić ciało i wyjść z głowy. Wystarczy kilka minut, jeden utwór, jeden prosty temat. Możesz skupić się tylko na pracy rąk, tylko na zmianach poziomów, albo na jednym kroku, który rozwijasz na różne sposoby. Ważne, żeby się nie zatrzymywać, żeby ruch płynął, nawet jeśli nie jest idealny, bo to właśnie płynność przywraca poczucie swobody. Wspomniany taniec „bez sensu”, który pozwoli wczuć się w muzykę. W taki sposób tworzone są choreografie. Po usłyszanym fragmencie muzyki, choreograf włącza muzykę jeszcze raz i pozwala ciału w naturalny sposób zareagować. Jeżeli nie jest usatysfakcjonowany, próbuje tak kilka razy, aż osiągnie pożądany efekt. Co ważne, choreografia nie powstaje na raz, tylko małymi sekwencjami. 


Z czasem warto też wprowadzić prosty rytuał, który ustawia cały trening i pomaga wrócić do właściwego nastawienia. Na początku rozgrzewka, a później daj sobie chwilę na wejście w muzykę, bez presji, bez planu, po prostu słuchając i delikatnie się poruszając. Potem krótki freestyle, nawet bardzo prosty, żeby uruchomić ciało i odzyskać kontakt z ruchem. Dopiero później przechodź do techniki czy choreografii. Taka kolejność sprawia, że nie zaczynasz od napięcia i kontroli, tylko od czucia i obecności.


Pamiętaj, dlaczego tańczysz

Najważniejsze jednak pozostaje podejście. Jeśli tańczysz dla efektu, dla oceny, dla porównania, zawsze będzie w tym napięcie i ograniczenie. Jeśli tańczysz dla siebie, pojawia się przestrzeń, w której możesz eksperymentować, popełniać błędy, rozwijać się we własnym tempie. Paradoksalnie, to właśnie wtedy, taniec zaczyna wyglądać najlepiej. Dobre tańczenie nie polega na tym, żeby być perfekcyjnym, tylko na tym, żeby być obecnym w ruchu, słyszeć muzykę i pozwalać ciału na odpowiedź. Reszta przychodzi z czasem.